Wykluczony

Czy mieliście okazję w szkole podstawowej być wykluczonym z zabawy z rówieśnikami? Jaki był powód? Zawsze błachy. A to fakt, że dostało się jako jedyny piątkę albo było najwolniejszym na setkę. Jednak najśmieszniejszy był fakt, że następnego dnia często już ten powód nikomu nie przeszkadzał (mimo że dalej występował). Można się było dalej bawić w najlepsze. Dziś naszą piaskownicą ze szkolnych lat jest Facebook, a synonimem dowódcy podwórkowej bandy - Mark Zuckerberg.

Piszę ten artykuł sam. Dlaczego? Tomek wystąpi w nim jako bohater. Opiszę Wam historię, którą bardzo boleśnie wspomina i najchętniej już by do niej nie wracał. Sytuacja ta może spotkać tak naprawdę każdego, kto czynnie uczestniczy w życiu społecznym w internecie, więc czytajcie uważnie.



Tomasz

Najpierw jednak muszę Wam nakreślić jak wygląda życie Tomasza, abyście mogli zrozumieć skąd cały problem. Tomek traktuje media społecznościowe trochę na równi z życiem rzeczywistym. Nie twierdzę że jest no-lifem, ale spokojnie przeglądając jego wszelkie kanały social mediowe, można się dowiedzieć gdzie jest, co robi i z kim. Trochę taki wirtualny (choć świadomy) ekshibicjonizm. Ma też wielu znajomych, których nigdy nie widział na oczy, a jednak często z nimi rozmawia i utrzymuje stały kontakt. Jak idzie do jakiegoś nowego miejsca, to wejście nie może się odbyć bez "rytualnego czekinu" przy pomocy Forsquare. Co najciekawsze, przez ponad dwa lata był w stanie uczestniczyć w mediach społecznościowych przy pomocy telefonu z Nokia z systemem Symbian! :D Kto używał ten wie, że to wyczyn! ;)

Wiele osób uważa takie podejście do życia za dziwne i mocno sztuczne. Jednak Ci, którzy tak sądzą zdziwili by się, jak wiele osób funkcjonuje w ten sposób. Można powiedzieć że Tomasz jest online 24 godziny na dobę. Niektórzy posądzają go nawet o uzależnienie... od dostępu do internetu.

Przykra niespodzianka

Pewnego poranka Tomek chciał się zalogować, jak co dzień na Facebooka i otrzymał taki o to komunikat:



Nie wygląda to różowo. W planie było 48 godzin odcięcia od bardzo ważnego aspektu w życiu Tomka. Nie ma kontaktu z częścią znajomych, nie może nic ogłosić światu, nie może nic zrobić. D-R-A-M-A-T!!! Akurat w tym momencie siedział ze mną w biurze. Jego mina mówiła wszystko, ręce zaczęły się niebezpiecznie trząść, a nogi nerwowo podskakiwać. Jakby nie patrzeć Facebook jest największą społecznością social media i to właśnie przez niego w głównej mierze komunikujemy się w sieci. A tu nagle Tomasz został odcięty od “świata” na dwie doby. Przyczyny średnio znane. Trochę to jak nagłe odstawienie heroiny przez podstarzałego narkomana, bo wyobraźcie sobie, że takie uzależnienie od internetu jest sklasyfikowane przez psychologię. Opowie nam o nim psycholog Dagmara Danielczyk-Słomian:

Pomimo że "Internet Addiction Disorder" (IAD) czyli " Uzależnienie od Internetu" nadal nie jest sklasyfikowane w podręcznikach diagnostycznych (ani w DSM IV, ani w ICD-10), większość naukowców i terapeutów zgadza się z faktem, że zjawisko to istnieje i staje się coraz bardziej powszechne. Problem pojawia się gdy wykorzystywanie Internetu i "bycie w sieci" staje się jedną z najważniejszych aktywności człowieka. Według Kimberly Young (1996) IAD to zaburzenie kontroli nawyków powodujące, istotnie i wyraźnie pogarszające funkcjonowanie człowieka w sferze: społecznej (rodzinnej, towarzyskiej i zawodowej) oraz psychologicznej. Diagnozuje się je w oparciu o 8 symptomów, z których co najmniej pięć musi być spełnionych i wystąpić w ciągu ostatniego roku, aby można było rozpoznać to zaburzenie.

Symptomy te to:
1) silne zaabsorbowanie Internetem wyrażające się w obsesyjnym myśleniu o aktywności w Internecie;
2) potrzeba coraz dłuższego przebywania on-line aby osiągnąć satysfakcję z tej aktywności;
3) powtarzające się, nie udane próby ograniczenia czasu spędzanego w sieci ;
4) odczuwanie przygnębienia, niepokoju i podenerwowania z powodu ograniczenia lub zrezygnowania z korzystania z internetu;
5) problemy z organizacją i kontrolowaniem czasu przebywania on-line;
6) występowanie problemów osobistych i konfliktów społecznych (związany z relacjami z rodziną i przyjaciółmi, szkołą czy pracą) wynikające z zaabsorbowania używaniem Internetu;
7) Okłamywanie ludzi z najbliższego otoczenia w celu ukrycia wzrastającego zaangażowania w sprawy internetu;
8) Aktywność internetowa przybiera formę ucieczki od problemów oraz przykrych stanów emocjonalnych


Warto też posłuchać samego zainteresowanego co oznaczało dla niego takie przymusowe odseparowanie:

Ciemność! Zobaczyłem ciemność przed oczami. 48 godzin bez Facebooka? Każda sekunda była jak minuta, a minuta jak godzina. Przemyłem twarz zimną wodą i upewniłem się, że wszystkie "fanpejdże", którymi zarządzam mają dodatkowego moderatora, na wypadek takich właśnie sytuacji. Po pięciu minutach byłem założyłem nowe konto (pod nazwą Eustachy Google Plus - in your face fejs!). Wypytałem też mocno wkręconych w social znajomych czy kiedykolwiek im lub komuś z grona ich znajomych przytrafiła się taka sytuacja. I teraz już na poważnie. Kojarzyłem znikające "fanpejdże" - kiedyś głośna akcja ze stroną"Komunikacyjna Trepanacja Czaszki - Jacka Gadzinowskiego, niedługo po moim banie - zniknięcie strony Oli Radomskiej (Mam wątpliwość) przywróconej później bez fanów. Zdarzały się zatem przypadki zablokowanych stron, ale nie blokady prywatnego konta z bliżej niewyjaśnionych przyczyn. Najdziwniejsze, że nie było już żadnego problemu po 48 godzinach, choć nie usunąłem żadnego elementu przeglądarki, który podobno zagrażał innym użytkownikom. Podejrzewam, że gdyby moje prywatne konto zniknęło zupełnie, to byłoby mi nieco łatwiej je odzyskać (ze względu na krzyk i lament podniesiony na blogu i posiadanie numeru do ludzi obsługujących Fejsa, ale mam nadzieję, że mój ban będzie ostrzeżeniem dla innych - ludzi i marek. Nigdy nie ufajcie jednej platformie. Pamiętajcie, że wszystko co wrzucacie na Facebooka na zawsze pozostaje jego własnością. Pamiętajcie o tym żeby Wasze strony miały więcej niż jednego moderatora, bo taka dziwna blokada może zdarzyć się każdemu. I na koniec polecam jeszcze herbaty z mięty i melisy oraz głębokie oddychanie na świeżym powietrzu - bardzo pomagają się uspokoić i odzyskać równowagę. ;)

I co z tego?

Spokojnie - Tomkowi nic się nie stało. Sytuacja jest jak najbardziej przerysowana. I tak naprawdę nie chodzi o to, że jakiś chłopak stracił dostęp do facebooka na dwa dni. Nie jest to żadną tragedią. Zapewniam Was, że nie zaczął pić z tego powodu, ani ćpać, a tym bardziej podcinać sobie żył. Żył dalej i całkiem nie najgorzej wyglądał (przynajmniej nie gorzej niż zwykle). A dostęp zgodnie z obietnicą Facebooka odzyskał po 48 godzinach.

Taka sytuacja jednak daje trochę do zastanowienia. Warto zauważyć jedną rzecz. Przenosząc swoje życie w tak dużym stopniu do internetu nie dbamy zupełnie o backup kanałów komunikacyjnych i nie mamy planu awaryjnego. Trzeba pamiętać że korzystamy z czyjegoś produktu, który w każdym momencie może zostać zamknięty i wszystko co w nim posiadamy przepadnie. Tutaj nie chodzi nawet o pojedynczych użytkowników, tylko o marki i firmy. Zauważcie że mikro świat zbudowany wokól Facebooka jest w pełni zależny od czynnika zewnętrznego nad którym nie ma kontroli. Ciekaw jestem czy marki mają przygotowane schematy awaryjne komunikacji w momencie gdy ich największy kanał komunikacyjny przestaje istnieć z dnia na dzień. Ciekaw jestem co by zrobiły agencje social mediowe, które zwykle mają największe budżety od marek, na obsługę owego wielkiego Facebooka. Do tego jest pełno firm które w pełni opierają swój model biznesowy na działaniu Facebooka albo ich głównym źródłem ruchu jest wspomniany portal.

Trochę to przerażające, że nikt z nas nie ma większego wpływu i kontroli nad portalem, na którym spędzamy kilka godzin dziennie. Oddajemy się w pełni pod kontrolę, jesteśmy w 100% zależni i ryzykujemy bardzo dużo. Nie dość że są w posiadaniu wielu naszych danych, to mają właśnie pełną władzę nad tym czy możemy się komunikować czy nie.

Zdaję sobie sprawę, że portal ten raczej nie zakończy swojej działalności z dnia na dzień, jednak warto się zastanowić nad bezmyślnością naszych niektórych działań, bo czasem prowadzą one do uzależnienia się, nad którym kompletnie nie mamy kontroli.

Jestem uzależniony i co teraz?

Ci z Was którzy zauważają u siebie wcześniej wymienione symptomy uzależnienia od internetu muszą uważać, bo skutki odstawienia mogą być całkiem ciekawe. O tym znów psycholog Dagmara Danielczyk-Słomian::

Do objawów abstynenckich można zaliczyć: pobudzenie psychoruchowe, niepokój lub lęk, obsesyjne myślenie o tym co dzieje się w internecie, fantazje i marzenia senne na temat Internetu, a także celowe lub mimowolne poruszanie palcami w sposób charakterystyczny do pisania na klawiaturze.

Niektórzy specjaliści uważają, że internetowy zespół abstynencyjny może nawet przybrać formę stanu zaburzeń świadomości z iluzjami, omamami i urojeniami trwający do tygodnia.


A teraz zapraszamy Was do komentowania... na Facebooku. ;)
Trwa ładowanie komentarzy...